W sobotę zakończył się 28. Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych "Młodzi i Film". Odbywał się w dniach 16-20 czerwca br. W ciągu tych pięciu dni pokazano w konkursie 12 filmów pełnometrażowych i 54 krótkie. Pracami dwóch składów Jury kierowali Radosław Piwowarski i Maciej Pieprzyca. W sekcjach pozakonkursowych zaprezentowano kilkanaście obrazów. W sumie na festiwal złożyło się ponad sto seansów filmowych, dwa panele branżowe dla młodych twórców, dwie wystawy oraz 12 koncertów muzyki rockowej, alternatywnej i jazzowej.
W tym roku, już po raz trzeci, Festiwal miał krajową formułę, a zatem pokazał w konkursie tylko polskie debiuty, wiele z nich premierowo. Najbardziej wyczekiwane były premierowe obrazy: "Moja krew" Marcina Wrony, "Galerianki" Katarzyny Rosłaniec", "Zgorszenie na Śląsku" Macieja Prykowskiego, "Druciki" Ireneusza Grzyba i Aleksandry Gowin i nowa, reżyserska wersja filmu "Drzazgi" Macieja Pieprzycy. W programie znalazły się też nowe, interesujące filmy z nurtu kina niezależnego, wśród nich: "Jedenaste: nie uciekaj" Roberta Wrzoska, "Teraz i zawsze" Artura Pilarczyka, "Ego" Krzystofa Jankowskiego i "Jan z drzewa" Łukasza Kasprzykowskiego. W konkursie pokazano również "Jak żyć?" Szymona Jakubowskiego, który był już na ekranach kin.
W coraz popularniejszym wśród widzów konkursie filmów krótkometrażowych pokazano 54 filmy, wyselekcjonowane z blisko 150 zgłoszonych. Powstały w państwowych i prywatnych szkołach filmowych, w ramach programów "Pierwszy dokument" i "30 minut" oraz u niezależnych producentów.
Publiczność dopisała. Każdy z pokazów gromadził komplety widowni, a zdarzały się i takie - jak "Galerianki" i "Moja krew", w przypadku których zabrakło nawet miejsc stojących. W kuluarach mówiło się właśnie głównie o nowych premierowych filmach pełnometrażowych, wyznaczających niejako czas nowego pokolenia polskich reżyserów. Także projekcje filmów krótkometrażowych gromadziły komplety widowni.
O coraz większych możliwościach dla młodych i nadejściu nowego pokolenia mówili również uczestnicy debaty programowej festiwalu, zorganizowanej po zakończeniu wszystkich projekcji konkursowych, a mającej odpowiedzieć na pytanie, jak polska kinematografia zmieniała się przez ostatnie 20 lat. Janusz Kijowski, dyrektor programowy festiwalu, który prowadził debatę, zauważył dwa zjawiska: z jednej strony młodzi twórcy mają w Polsce coraz więcej możliwości zrobienia filmu. Z drugiej jednak, ciągle bardzo nielicznym udaje się przebić na świecie. Jacek Rakowiecki, redaktor naczelny "Filmu" podkreślał, że przełomem było pojawienie się Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, a wraz z nim znacznie większych pieniędzy na filmy, także na debiuty.
Jacek Bromski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich mówił, jak wiele możliwości rozwoju mają młodzi twórcy w Polsce w porównaniu z krajami Europy i USA: "Polscy filmowcy są przyzwyczajeni do samorządności: czy to przez dawne zespoły filmowe, czy teraz dzięki PISF. Chciałbym, żeby młodzi sami pracowali na swoje sukcesy, żeby nie oczekiwali zawsze pomocy starszych kolegów. Oczywiście opieka artystyczna jest niezwykle ważna - chodzi raczej o samodzielne szukanie producenta i pieniędzy na film".
Włodzimierz Niderhaus, dyrektor Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie dodał: "Drzwi do mojego gabinetu są zawsze otwarte. Każdy projekt znajduje opiekę. Trzeba tylko przekonać nas do słuszności jego finansowania."
Krytyk filmowy i członkini Jury filmów krótkometrażowych Barbara Hollender postulowała stwarzanie młodym twórcom jak najwięcej możliwości pokazywania swoich filmów, konfrontowania ich z publicznością. Widać już, także na tym festiwalu, że doszło do głosu nowe pokolenie filmowców. Dużą rolę odegrało w tym powstanie PISF. Ale oglądamy też filmy ludzi, którzy nie kończyli szkół, nie wnioskowali o dotacje. Niektóre są niedopracowane, brak im opieki artystycznej. Ogólnie jednak produkcje młodych są coraz ciekawsze.
To zmiana cywilizacyjna. Dziś kamery są dostępne na wyciągnięcie ręki. To pozytywne zjawisko. - dodał Mirosław Pęczak, kulturoznawca i także członek Jury.
Do tego odniósł się też Artur Wyrzykowski, reżyser filmu "Wszystko". Myślę, że dziś jest nawet trochę zbyt łatwo robić filmy. Lepiej byłoby pewnie kręcić mniej filmów, ale za większe pieniądze.
Nie zgodzłl się z tym zeszłoroczny laureat "Młodzi i Film", Grzegorz Pacek: Nie w tym tkwi problem. Czekanie na debiut 5 lat to wystarczająco długo. Producenci powinni inwestować w scenariusze. Nie tylko pieniądze, ale też czas i uwagę.
Jest to, jak się okazuje, bardzo istotne z punktu widzenia młodych reżyserów. Z uwagą Packa solidaryzowali się inni młodzi twórcy, których filmy pokazano na festiwalu: Marcin Korneluk i Krzysztof Jankowski.
Wszyscy zgodzili się jednak co do jednego: powstaje coraz więcej debiutów i ich poziom jest coraz wyższy. Obecnie kręci się ich kilkanaście i wszystko zapowiada, że przyszłoroczna impreza będzie równie interesująca.
Aleksandra Różdżyńska